Kategorie
Dania główne Food

Burger wołowy z karmelizowaną gruszką i serem pleśniowym

Dziś chciałabym zaproponować Wam coś, o co pytacie najczęściej. Mięso! Moja kuchnia opiera się głównie na rybach, owocach morza i deserach ale to właśnie mięso ma najwięcej zwolenników. Dziś na tapetę weźmiemy coś szybkiego, prostego i efektownego! Burger wołowy w towarzystwie karmelizowanej gruszki i sera pleśniowego

Lista zakupów:

  • 2 gruszki
  • 100 g sera pleśniowego
  • 2 bułki 
  • 300 g mięsa mielonego wołowego
  • świeże liście szpinaku bądź rukoli (ja użyłam szpinaku)
  • pół cebuli
  • 5 łyżek miodu
  • 1 łyżka cukru
  • 4 łyżki musztardy
  • pieprz, sól do smaku

Zaczynamy:

Zaczniemy od sosu. 1 łyżkę miodu i 4 łyżki musztardy mieszam razem i odstawiam na bok.

Gruszki myję, obieram i kroję na cienkie plastry. Do garnka dodaję 4 łyżki miodu i łyżkę cukru. Podgrzewam i dodaję gruszki. Smażę tak długo aż staną się miękkie i szkliste. Wyciągam i odstawiam na bok.

Mięso pieprzę i formuję dwa kotlety. Smażę na rozgrzanym oleju około 3 – 4 minuty na każdej stronie. Na koniec solę mięso i gotowe odkładam na bok.

Kroję cebulę wzdłuż na cienkie krążki i również podsmażam około minuty. Kroję bułkę i układam na tej samej patelni na około 30 sekund aby ją zmiękczyć i delikatnie podgrzać. Gdy bułka jest gotowa zaczynam po kolei składać naszego burgera! Na bułce najpierw układam liście szpinaku (bądź rukoli), mięso, gruszkę, ser i zeszkloną cebulkę. Całość polewam sosem musztardowo – miodowym. Na koniec wszystko przykrywam drugą połową bułki i opcjonalnie przebijam patyczkiem do szaszłyków aby utrzymać konstrukcję. 

Gotowy burger wołowy z karmelizowaną gruszką i serem pleśniowym jest idealny na obiad ale też idealnie się sprawdzi, w mniejszym wydaniu jako imprezowa przekąska!

Jeśli podobał Wam się ten przepis zapraszam po więcej! W zakładce FOOD znajdziecie przepisy nie tylko na dania główne ale również na coś słodkiego! Zapraszam również na FACEBOOKA aby być na bieżąco ze wszystkimi nowościami!

Kategorie
Travel

Gorąca Hiszpanka

Jednym z najczęściej zadawanych mi pytań jest – jakie są te Hiszpanki? No właśnie jakie one są? Czy gorące hiszpańskie słońce wpływa na żyjące tutaj kobiety? Jak to z nimi jest, jakimi są kobietami?

Od razu powiem, że oczywiście nie chce nikogo generalizować. Na świecie są różne charaktery ale pewne cechy charakteryzują każdą narodowość. W każdym kraju znajdziemy także tysiące różnych ludzi natomiast chciałabym przedstawić moją opinię bazującą na kobietach, które poznaję na co dzień.

Wśród moich polskich znajomych, zdecydowanie przoduje opinia o Hiszpankach jako o dominujących Paniach domów. Krzykliwych, wybuchowych, stawiających zawsze na swoim. Owa Pani na pewno świetnie gotuje hiszpańskie jedzenie, w towarzystwie dwójki dzieci i dużego, równie głośnego psa. Wieczory najchętniej spędza na zewnątrz w gronie znajomych, prawdopodobnie w pobliskiej knajpie. Lubi się bawić, tańczyć w warkoczykach, które zrobiła na swoich, gęstych kręconych włosach.

Hmm.. I tak, i nie.

Może zacznę od tych gęstych włosów, bo wygląd zewnętrzny jest chyba najbardziej oczywistą cechą. To co mi się rzuciło w oczy po spędzeniu odrobiny czasu Hiszpanii to to, że Hiszpanki nie próbują wyglądać młodziej niż są naprawdę. Mam wrażenie, że tutaj nie króluje Instagram. Dziewczyny zdecydowanie rzadziej korzystają ze stylizacji rzęs, paznokci, a buzie mają bardziej naturalne. Włosy zazwyczaj mają naprawdę gęste, czasami kręcone i zwykle nieposkromione.. Ubierają się różnie. Na ulicach widzę wszystko, niby tak samo jak w Polsce aczkolwiek tutaj rzuca mi się w oczy większa swoboda. W Polsce, panuje tendencja do kopiowania stylizacji. Mam na myśli to, że każdy modny trend kupuje każda i nagle w jednej rzeczy możemy zobaczyć 1 000 kobiet. Hiszpanki chyba są bardziej oryginalne, a przy tym uchodzą za dość atrakcyjne kobiety.

Hiszpanki są sympatyczne

A przede wszystkim bardzo otwarte. Z powodzeniem nawiązują przypadkowe, krótkie rozmowy z obcymi. Są towarzyskie, chętnie spędzają czas aktywnie, w gronie przyjaciół. Wystarczy spojrzeć na tętniące życiem, hiszpańskie lokale późną wieczorową porą, w ciasnych, hiszpańskich uliczkach.

No i na pewno – są bardzo głośne i charakterne. Ogólnie Hiszpanie krzyczą. Krzyczą jak rozmawiają ze sobą twarzą w twarz, krzyczą gdy rozmawiają przez telefon, bardzo głośno się śmieją, po prostu są hałaśliwi. Niewątpliwie jest to cecha, dzięki której z jednej strony sprawiają wrażenie bardziej pogodnych, a z drugiej bardziej zawziętych.  Dlaczego zawziętych? Myślę, że zrozumie to tylko ten, który widział kłótnie hiszpańskiej pary. 

A co do prowadzenia domów? Dziewczyny, które poznałam tutaj naprawdę nie sprawiają wrażenia perfekcyjnych pań domów. Osobiście znam o wiele więcej Polek, które przywiązują więcej wagi do ogniska domowego niż Hiszpanek. Tutejsze kobiety pracują, zajmują się sobą, rozwijają swoje pasje i zainteresowania.  Uczą się, szkolą i marzą o jak najlepszej pracy. Mają szerokie pojęcie o świecie. Co więcej! Spotkałam tutaj więcej wyzwolonych, pewnych siebie i używających życia kobiet niż tych, którym śpieszy się przed ołtarz. Kobiety w Hiszpanii stały się bardzo europejskie, co na pewno wychodzi im na dobre. Walczą o swoje prawa i o swoją niezależność. 

Przed publikacją tego tekstu, poprosiłam o recenzje kogoś kto zna je najlepiej –  czyli rodowitego Hiszpana. Zapytałam czy mam tutaj racje,  on odpowiedział – i tak, i nie. To wszystko zależy. Dokładnie.

Mam nadzieję, że odpowiedziałam w tym poście na kilka Waszych pytań. Jeśli chcielibyście poznać więcej hiszpańskich ciekawostek zapraszam do zakładki TRAVEL!

Zapraszam również na mojego FACEBOOKA aby być na bieżąco ze wszystkimi nowościami!

Kategorie
Food Przystawki

Guacamole z pomidorkami i siemieniem lnianym

W Polsce awokado raczej było mi obce. Oczywiście próbowałam tego super owocu ale pomimo panującego ‘fit szału’ i wielu doskonałych przepisów, nigdy szczególnie mnie nie przekonywało. Dopiero po przyjeździe na Majorkę, w jednym z tapas barów, guacamole z pomidorkami zaskarbiło moją sympatię jako jedna z sals do zamówionego dania.

Zaczęłam główkować nad innymi rozwiązaniami dla pasty z awokado. Jednak dziś przedstawię najprostszą, najszybszą i moim zdaniem jedną z najsmaczniejszych wersji tego przysmaku czyli guacamole z pomidorkami posypane siemieniem lnianym. Klasykę zawsze stawiam na pierwszym miejscu!

Lista produktów:

  • – 2 średniej wielości awokado
  • – łyżka soku z cytryny
  • – duży ząbek czosnku
  • – łyżka soku z limonki
  • – średniej wielkości pomidor
  • – łyżka siemienia lnianego
  • – pieprz, sól do smaku

Zaczynamy:

Najpierw przygotowuję awokado. Po pierwsze myję owoc (o czym wielu zapomina), nacinam wzdłuż i otwieram dzieląc na dwie części. Wydrążam miąższ. Możemy to zrobić łyżką albo obrać palcami grubą skórkę. Kroję każdą z połówek na mniejsze części. Wrzucam wszystko do miski i gniotę dokładnie widelcem do postania jednolitej pasty. Obieram czosnek i dodaję przeciskając go przez praskę. Dolewam sok z cytryny i limonki oraz pieprzę i solę do smaku. Wszystko razem mieszam aby połączyć wszystkie składniki. Następnie kroję pomidora na małą kostkę i układam na wierzch pasty. Na koniec posypuję wszystko siemieniem lnianym.

Gotowe!

Tak przygotowane guacamole z pomidorkami możemy podawać jako dodatek do dań głównych, sos do nachosów lub jako pastę do pieczywa. Możemy podawać schłodzone lub zaraz po sporządzeniu. W każdej wersji będzie smakować świetnie!

Jeśli podobał Ci się ten przepis zapraszam do zakładki FOOD po więcej lub na mojego FACEBOOKA aby być na bieżąco ze wszystkimi nowościami!

Smcznego!

Kategorie
Travel

Czym przywita Cię Majorka?

Chcesz wyjechać na Majorkę,  w celach turystycznych, czy też zawodowych? Zastanawiasz się czym przywita Cię Majorka? Jaki klimat zastaniesz na miejscu? Więc może zacznę od początku..

Majorka – nieduża wyspa wchodząca w skład Balearów, którą zna chyba każdy Europejczyk. Dlaczego tak uważam? Turyści przyjeżdżają tutaj zewsząd! Na przykład na północy, w Alcudii i okolicach znajdziemy większe grupy Polaków, a do el Arenal przyjeżdżają głównie Niemcy. Po pierwsze jest to idealne miejsce do życia,  po drugie świetne miejsce na tygodniowy wypad z rodziną, natomiast młodzi ludzie widzą tutaj alternatywę drogiej Ibizy. Ale przede wszystkim to swoją gościnnością Majorka przyciąga każdego! Rozmawiając z ludźmi często dowiaduję się, że nie są to ich pierwsze wakacje na wyspie. Turyści często wracają tutaj rok po roku, do tych samych miejsc. Przywiązując się i poznając mieszkańców, nawiązują nowe kontakty i przyjaźnie. Czują się  tutaj swobodnie, czasami zostają dłużej niż przewidywali. Niektórzy nawet decydują się zostać, bądź powrócić i zacząć życie od nowa..

Hiszpańska gościnność

Ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie! To oni tworzą to miejsce. Hiszpańska gościnność jest znana chyba na całym świecie. Hiszpanie są bardzo swobodni. Zarażają dobrą energią, uśmiechem i chęcią życia. W ich towarzystwie, przy wspólnym obiedzie poczujesz, że wszystkie Twoje zmartwienia i obowiązki odchodzą na drugi plan. W tym momencie musisz kosztować i delektować się posiłkiem, ciesząc się obecnością przychylnych Ci osób. Brzmi fajnie? 

Dodatkowo wielu emigrantów twierdzi, że żyjąc tutaj nie doświadczają rasistowskich ataków. Nawet jeśli zdarzy się taki incydent jest to pojedyncza sytuacja. Nie czują się tutaj obcy. Potrafią odnaleźć się w tej kulturze i żyją naturalnie, bez skrępowania i bez obaw o siebie. Myślę, że to jest wielka wartość tego miejsca. Fakt, że daje nam ono spokojny byt.

Aura

Pogoda chyba jest tutaj najbardziej oczywistym walorem. Cały rok jest słonecznie. Chociaż zimą temperatury nie osiągają 20 stopni to i tak spędzając czas aktywnie, w pełnym słońcu jest przyjemnie. Zimą wieczory są chłodniejsze, a wilgotność powietrza sprawia, że chłód odczuwasz w całym swoim ciele. Możesz zostać w łóżku przykryty kocem, z gorącą herbatą, a i tak nie rozgrzejesz się na maxa. Wiele osób ze względu na to, na starość choruje na choroby reumatyczne. Ale tym się nie martwmy!

Sezon zaczyna się od połowy kwietnia i trwa do około połowy września. Wtedy wieczory są na tyle przyjemne, że z powodzeniem można je spędzić na plaży. Lato natomiast jest naprawdę upalne, temperatury są zabójcze szczególnie dla lokalnych mieszkańców.  Będąc tutaj jako turystka chciałam chłonąć każdy promień słoneczny. Spędzałam cały dzień na plaży i opalałam się na skwarek! Niestety wszystko zmienia się gdy musisz zacząć funkcjonować w tym słońcu. Mieszkańcy w sezonie skracają sobie godziny pracy aby ominąć najgorętszą porę dnia, nie mówiąc już o sjeście. W południe nie zobaczymy nikogo na ulicy. Jeśli wyszedłeś na spacer o 14 to lokalni mieszkańcy będą pewni –  albo jesteś turystą, albo się zgubiłeś.

Jedzenie

No i na koniec to co kocham najbardziej – JEDZENIE. Jedni kochają, drudzy nienawidzą! Pomimo tego, że kuchnia Hiszpańska jest bardzo popularna na całym świecie, ma tylu samo przeciwników, co zwolenników.  Może dlatego jest tak popularna, bo nie jest nikomu obojętna? W kuchni Hiszpańskiej pasowałoby mi wszystko gdyby nie było tak tłusto. Poza tym ryby, owoce morza i warzywa to, to co kocham najbardziej! Dodatkowo spotkamy tutaj wieprzowinę pod każdą postacią, a najbardziej popularnym mięsnym wyrobem na Majorce jest sobrasada. Drób nie jest tutaj tak popularny jak w Polsce. Jeżeli chodzi o deser, zdecydowanie polecam wstąpić do jednej z kawiarni w starych kamienicach, w Palmie i zapytać o gato d’ametlla z lodami o smaku migdałowym lub odwiedzić cukiernie i poprosić o drożdżową ensaimada.

Gwarantuje 100% satysfakcji!

Kategorie
Desery Food

Babeczki z czekoladą i pomarańczą

Babeczki z czekoladą i pomarańczą to, z jednej strony bardzo popularne połączenie ale z drugiej, nie każdy decyduje się na ten mix smaków. Majorka słynie z pomarańczowego miasta jakim jest Sóller. Według mnie jest to jeden z obowiązkowych punktów na planie zwiedzania Majorki. Nie bez powodu niektórzy nazywają Majorkę imperium morza, gór i pomarańczy. Tutejsze owoce są baardzo soczyste i słodkie, a najlepiej smakują zerwane prosto z pomarańczowego drzewka!

Czego potrzebujemy:

– 150g masła
– 2 jajka
– 1 pomarańcza
– 300g mąki pszennej
– 2łyżeczki proszku do pieczenia
– 1 łyżka kakao (opcjonalnie)
– 170 g cukru
– 4 ml aromatu waniliowego
– 150 g czekolady mlecznej
– 170 ml mleka

Do dzieła!

Piekarnik nagrzewam do 180 – 185 stopni. Masło roztapiam w rondelku, odstawiam na chwilkę aby troszeczkę ostygło. W tym czasie mogę odmierzyć sobie pozostałe składniki.

Czekoladę siekam na małe kawałki. Pomarańcze obieram i kroję na małe kawałeczki. Dzielę całą pomarańcze na 4 części i każdą z tych części jeszcze na 3 mniejsze.

Łączę wszystkie suche składniki czyli mąkę, proszek do pieczenia, kakao i cukier. W osobnej misce mieszam jajka, mleko, masło i aromat waniliowy. Po połączeniu wszystkich płynnych składników dodaję je do tych suchych . Mieszam wszystko delikatnie szpatułką do powstania jednolitej masy bez grudek.

Jeśli chodzi o kawałki czekolady i pomarańczy możemy je dodać na tym etapie aczkolwiek ja aby wymierzyć sobie mniej więcej tą samą porcję, dodaję je bezpośrednio do foremek. Wykładam papilotki do gumowej formy tak aby babeczki rosły jedynie do góry. Masę nakładam do rękawa cukierniczego (nie jest to konieczne, możecie nakładać czym jest Wam wygodnie, ja po prostu często go używam). Wypełniam samo dno papilotki i w tym momencie dodaję po kilka kawałków czekolady do każdej z nich i po 2 lub 3 kawałki pomarańczy. Dodaję pozostałą część masy tak aby pokryć dodatki ale żeby nie przesadzić z ilością ciasta. Foremka nie może być pełna.

Na koniec dodaję po jednym kawału pomarańczy do każdej z babeczek i posypuję resztkami czekolady. Piekę 25 min. 

Mam nadzieję, że ten przepis przekona każdego do takiego połączenia jak babeczki z czekoladą i pomarańczą!

Smacznego!

Kategorie
Travel

Koronawirus na Majorce?

Piszę ten post 15 marca 2020 roku. Jak podają media, Hiszpania jest w TOP 5 zachorowań na koronawirusa. Czy się boję? Czy koronawirus przybył na Majorkę? Czy jestem na niego przygotowana?

Lokalni mieszkańcy, a turyści

Do tej pory granice wyspy były otwarte. Każdy mógł dostać się tutaj z dowolnego miejsca na świecie. W ostatnim tygodniu, tym gorącym tygodniu w związku z koronawirusem na Majorce bardzo łatwo mogłam podzielić ludzi na tych z mentalnością turysty i na tych z mentalnością lokalnego mieszkańca. Z jednej strony wyzwoleni, lekkomyślni, Ci towarzyscy Hiszpanie, którzy przesiadują całymi dniami w lokalach i barach. Drwiąc z koronawirusa przesyłają sobie kolejne memy w związku z zaistniałą sytuacją. Z drugiej strony puste półki w sklepach – niedobór mleka, jajek, makaronów, papieru toaletowego i przede wszystkim mięsa. Ludzie przesiąknięci medialną paniką rzucili się na produkty spożywcze, robiąc potężne zapasy. Niby nic nowego. W Polsce i w innych miejscach na świecie ludzie reagowali bardzo podobnie. Zaczęły się plotki i spekulacje – co jeśli koronawirus zamknie wyspę? Co jeśli przestanie być dostarczane jedzenie? Co jeśli zamkną supermarkety? Jesteśmy na wyspie i nikt nam nie pomoże!

Panika

Najgorsze co nas dotknęło to niesprawdzone informacje docierające zewsząd. Media rozpisujące się na temat koronawirusa, w każdym możliwym kontekście. Podjudzanie i zasiewanie poczucia niebezpieczeństwa, i niepewności, pozostawiając spekulujących mieszkańców bez odpowiedzi. Dodatkowo, te wszystkie bzdurne informacje na portalach społecznościowych, gdzie ludzie prześcigają się w coraz to dramatyczniejszych wizjach. Wyszukane teorie począwszy od nazywania koronawirusa bronią biologiczną, przez przemyślenia na temat słuszności płatności gotówką na świecie, po ostateczne wnioski na temat zbliżającego się końca świata. To nie pomaga!

Niedoinformowanie

Podstawowym błędem, tym najbardziej oczywistym był brak odpowiedzi na wszelkie pytania społeczeństwa. Wiemy o koronawirusie od kilku miesięcy i dopiero teraz zaczęto nas uświadamiać o przyczynach, objawach i dokładnej profilaktyce dla tego wirusa. Na Majorce, sytuacja stała się naprawdę poważna dopiero w tym tygodniu gdy na świecie już umierały setki ludzi. Dopiero gdy na naszej wyspie liczba zachorowań (jak donoszą media) diametralnie wzrosła, władze podjęły pierwsze działania w tym kierunku. W mojej opinii jest to troszkę za późno, bo w tym momencie musimy gasić pożar, a można było do niego nie dopuścić.

Nie różnimy się od reszty Europy

To z czym się spotkałam na Majorce nie różni się zbyt wiele od innych państw w Europie. Wprowadzone zakazy i ograniczenia są takie same jak w innych krajach dotkniętych przez koronawirus. Zamknięte zostały szkoły, wybrane placówki, bary i restauracje. Mamy zakaz wychodzenia z domów! Ograniczone są loty i wycieczkowce, które swoją drogą są największym postrachem dla lokalnych mieszkańców. Największym błędem było wpuszczenie tysięcy turystów gdy już na świecie rozgrywał się ten dramat. W najlepszej sytuacji są ludzie żyjący w małych miejscowościach na Majorce. Tam odległość od mieszkań czy domów jest zdecydowanie większa niż w Palmie, która jest stolicą Majorki i to w niej o tej porze roku jest najwięcej turystów. Będąc wczoraj w supermarkecie, po wodę, widziałam opustoszałe ulice. Miejsca, które codziennie tętniły życiem dziś są zamknięte, bez żywego ducha. To jest jedyne co możemy zrobić w tym momencie – zachować spokój. Zostać w domu, zająć się przez chwile sobą i obserwować swoje ciało. Oczywiście nie jestem zwolenniczką zamknięcia się w czterech ścianach bez dostępu do świata. Jestem zwolenniczką myślenia i zdrowego rozsądku.

KORONAWIRUS! Mam się dobrze!

Na ten moment zachowuję wszystkie środki ostrożności. Czuję się dobrze. Czuję się bezpiecznie. Podchodzę do całego zamieszania z koronawirusem z dużym dystansem ale też z dużym szacunkiem. Nie bagatelizuję zagrożenia ale też nie panikuję. A co najważniejsze – zostałam w domu!

Jeśli chciałbyś poznać więcej szczegółów na temat Majorki zapraszam do zakładki TRAVEL! A jeżeli chcesz być na bieżąco z nowościami zapraszam na mój FACEBOOK lub INSTAGRAM!

Kategorie
Dania główne Food

Stek z tuńczyka ze szparagami, boczkiem i pieczonymi ziemniakami

Tuńczyk na pewno nie ma nieskazitelnej opinii ale bez wątpienia jego mięso samo w sobie jest bardzo smaczne. Nie wiele potrzeba aby tylko podkreślić wyrazistość tego smaku. Według mnie nie jest on typową rybą, która dla wielu smakuje podobnie jak każda inna. Idealny stek z tuńczyka według wielu opinii powinien być różowy w środku ale ja lubię troszkę bardziej wysmażony!

Czego potrzebujemy:

– stek z tuńczyka

– szparagi

– ziemniaki

– boczek w plastrach

– oliwa

– pieprz, sól, zioła prowansalskie

– cytryna

Zaczynamy:

Jeśli stek z tuńczyka jest mrożony, rozmrażam go odpowiednio wcześniej. Nigdy nie kładę zamrożonego wprost na patelnie. Ziemniaki obieram, kroję na ćwiartki, solę wodę i gotuję do średniej miękkości, w zależności od ilości ziemniaków ale zazwyczaj jest to około 10 – 15 minut. W międzyczasie przygotowuję szparagi. Myję je i obieram z łusek, obcinam końcówki. Na rozgrzaną patelnie układam plastry boczku, a następnie kładę na nie szparagi, dodaję szczyptę soli i pieprzu. Smażę około 4 min, co chwilę potrząsając patelnią. Gdy są gotowe odkładam na bok wraz z boczkiem. Gdy ziemniaki są gotowe, odcedzam i dodaje odrobinę oliwy, soli, pieprzu i ziół do smaku. Wszystko razem mieszam. Wykładam na papier do pieczenia i piekę w temperaturze 190 stopni przez około 30 min. Przed końcem pieczenia zabieram się za tuńczyka. Stek z tuńczyka smaruję oliwą, solę i pieprzę z obu stron, i kładę na rozgrzaną patelnię (również z oliwą). Smażę około 5 – 6 minut łącznie z obu stron. Tak jak wspominałam na początku, ja lubię bardziej wysmażony. Zalecany czas dla różowego tuńczyka  w środku to około 2 minuty na każdej ze stron. Gdy tuńczyk i ziemniaki są gotowe wykładam wszystko na talerz. Szparagi owijam w boczek i na nie wykładam stek oraz ćwierć cytryny, obok układam ziemniaczki. Lubię skropić cytryną zarówno rybę jak i szparagi z boczkiem, wszystko staje się wtedy bardziej soczyste!

Smaczego!

Jeśli podoba ci się ten przepis zapraszam po więcej do zakładki FOOD! No i oczywiście zaobserwuj mnie na FACEBOOKU, tam jestem aktywna i dzielę się wszystkimi nowościami!

Kategorie
Travel

Czego nauczysz się żyjąc z Hiszpanem ?

Odpowiedź dla wielu jest prosta – niewiele. Dlaczego? Przytoczę kilka znanych mi opinii. Hiszpania to Europa, a nie drugi koniec świata. Hiszpanie żyją swoim tempem i nie są wymagający, więc to Ty nauczysz ich jak żyć. Hiszpania śpi podczas sjesty, cóż to za nudne życie. Bzdura! Totalna bzdura! Żyjąc codziennym życiem, zderzasz się z Hiszpańska rzeczywistością. Nagle dowiadujesz się jak poprawnie pościelić łóżko, zaskakujesz znajomych tym, że możesz być głodna pomiędzy godziną 16, a 20 no i już na zawsze zostajesz nazywana Rosjanką albo Rumunką. Długo zastanawiałam się jak ugryźć ten temat i w jaki sposób przedstawić najistotniejsze dla mnie różnice. Finalnie postawiłam na 5 głównych w mojej opinii „nowości”.

1. TRANQUILO

Mój koszmar! Na prawdę bardzo się staram, uwierzcie
mi na prawdę nie chce nikogo urazić i pochopnie oceniać. Z natury jestem bardzo
dynamiczną osobą. Czynności wykonuje szybko i zawsze jestem gotowa do wyjścia
jako pierwsza. Nie spóźniam się. Nawet jeśli zatrzymuje mnie niezależna ode
mnie sytuacja i muszę zrobić coś nie tak jak zaplanowałam, bardzo się irytuję i
szukam jak najszybszego rozwiązania. I tu mamy problem! Tranquila Chica! Nie
pali się, praca nie ucieknie, po co się tak śpieszyć, spokojnie… No way!
Dlaczego mam odstawić zaplanowane przeze mnie aktywności na jutro? No właśnie
dlatego. No właśnie dlatego, bo mamy czas! Nigdy nie podejrzewałam, że
moja energia będzie moją zmorą. Zawsze odbierałam to jako pozytywną cechę mojej
osobowości.. No niestety, nie w tym przypadku. Tutaj nikogo nie przyprawia o
ból głowy spóźniający się autobus, nikt nie awanturuje się w kolejce u lekarza
z powodu dużych opóźnień, ani nikogo nie dziwi kilkutygodniowe oczekiwanie na
spotkanie w urzędzie. No pase nada, mamy czas!

2.PIECZYWO

Śniadanie z chlebem, obiad z chlebem, kolacja z …
chlebem! I nie mówimy tu o wiecznej kanapce, a o dodatku do każdego dania.
Hiszpanie jedzą pieczywo do wszystkiego, czyli do tego wszystkiego na co nigdy
w życiu bym nie wpadła. Bułkę, bagietkę, czy też kromkę możemy, polewać oliwa,
jeść bez dodatków, smarować, moczyć w zupach, w płynnych żółtkach, nakładać na
nią dodatki z talerza czy czyścić go po skończonym posiłku, czego tylko dusza
zapragnie! Jak myślicie, co zostanie nam podane w hiszpańskim domu bez chleba?
Ryż? Makaron albo ziemniaki? Nic bardziej mylnego. Kawał chlebka musi być!

Muszę przyznać, nie był mi to znany zwyczaj i długo
musiałam pilnować się aby pamiętać o świeżym pieczywie do każdej potrawy. Do
tej pory często po podaniu posiłku wracam się do kuchni aby pokroić kilka
kawałków miękkiej bagietki. Ale uwaga nie ma tego złego! Dzięki temu zwyczajowi
pokochałam tapas! Sama nazwa tapas zawsze kojarzyła mi się z kuchnia
hiszpańska ale nie do końca wiedziałam co to jest i czym się charakteryzuje. Co
za tym idzie nigdy wcześniej się na niego nie decydowałam. A tu proszę,
smaczne, małe dodatki w postaci warzyw, mięs czy owoców morza idealnie pasujące
do pokrojonej świeżej bagietki, stały się moim hitem na przekąski w trakcie
pracy lub późne kolacje.

3.Buziaki na przywitanie

Na pewno wiecie, że w Hiszpanii wszyscy witają się
po jednym buziaku w każdy policzek. Jest to bardzo naturalne, każdy wita się
tak z każdym niezależnie od płci i wieku, i oczywiście nikt nie widzi w tym nic
niestosownego. Wynika to z tego, że Hiszpanie są bardzo rodzinni i  przyjacielscy. Większość z nich uważa się za
jedna wielka rodzinę. Jest to uroczy widok, lubię patrzeć jak wesoło witają się
ze sobą ludzie przypadkowo spotkani na ulicy, ładuje mnie to pozytywna
energia
ale.. buziaki sobie odpuszczam. Cenię sobie swoją przestrzeń i jest
to po prostu dla mnie bardzo niekomfortowe i wiecie co? Na szczęście oni to
rozumieją, są tolerancyjni i szanują się wzajemnie przez co cenie ich jeszcze
bardziej.

4.Hiszpański dubbing

Mam dla Was zadanie. Otwórzcie Netfliks,
wyszukajcie dowolny film lub serial w języku innym niż hiszpański, proponuje
angielski. Przejdźcie do opcji dźwięk i napisy, a następnie zmieńcie dźwięk na
hiszpański. Zaskoczeni? Ja bardzo! Każdy ale to każdy film, serial czy
program jest dubbingowany! Rozumiecie co to znaczy? Każdy film jest
dubbingowany tak jak u nas bajki dla dzieci.. Niestety dla mnie to jest za
dużo, dlatego też aby pozostać przy oryginalnym języku danego programu oglądam
tylko hiszpańskie filmy z polskimi napisami. Nigdy w życiu nie przepadałam za
hiszpańskimi filmami czy serialami, ale no cóż teraz nie mam wyboru, na co nie
narzekam, bo mój język hiszpański jest in progress.

5. SJESTA

To chyba najbardziej oczywista różnica pomiędzy Polską, a Hiszpanią. Dla niepodróżujących podpowiem, sjesta – przerwa w godzinach wczesnopopołudniowych, najczęściej kojarzona z drzemką po obfitym obiedzie. Dla pracującej Polki jest to niewyobrażalne zrobić sobie przerwę w ciągu dnia, aby później znowu wrócić do pracy i tam spędzić cały dzień. A jednak ludzie tak żyją i mają się dobrze, ba! Niewyobrażalne jest pracować tak jak my. Ja ze swoim zapałem jestem dla przeciętnego Hiszpana po prostu pracoholikiem, no ale cóż najważniejsze, że możemy uczyć się od siebie nawzajem i dzielić się doświadczeniami tak aby znaleźć złoty środek na życie ❤️

Kategorie
Food Przystawki

Bagietka czosnkowa z kalmarami

Na pierwszy rzut wybrałam dość łatwe danie, które nie każdy z miłośników owoców morza może znać ale gdy pozna… na pewno się zakocha! Na bagietkę czosnkową z kalmarami wpadłam przypadkiem, wybierając przystawki w jednej z restauracji serwujących głównie owoce morza. Wtedy się na nią nie zdecydowałam, bo jak i dlaczego miałabym wkładać kalmary do chleba? Z czym to jeść? Na pewno panierka jest tłusta, a kalmary będą gumowate. Otóż nie! Teraz żałuję, że poznałam ten madrycki specjał tak późno.

Czego potrzebujemy:

  • – kalmary – zdecydowanie lepiej smakują świeże, ale mrożone teraz nie będą złym wyborem, ja nigdy się nie zawiodłam
  • – 2 szklanki mąki
  • – -dwa jajka
  • – jedna świeża i miękka bagietka
  • – 3, 4 łyżki oliwy z oliwek
  • –  ząbek czosnku
  • – pieprz, sól do smaku
  • – pietruszka do dekoracji

 

Zaczynamy:

Kalmary jeśli świeże oczyszczam – wyjmuję cały środek,  myję dokładnie pod bieżącą wodą. Kroję je na charakterystyczne krążki. Jeśli wybraliście mrożone, ten etap macie już z głowy. Zazwyczaj kalmary musimy rozmrażać ok 10 godzin przed użyciem, w lodówce. Natomiast ja często wystawiam je poza lodówką i w 3, 4 godziny zabieram się za gotowanie.

Najpierw przygotowuję bagietkę. Dzielę ją na pół. Kroję ją wzdłuż, zazwyczaj nie przekrajam do końca tylko robię sobie kieszonkę. Czosnek obieram i przeciskam przez praskę, dodaję oliwy, soli i pieprzu, a następnie nakładam wszystko do wnętrza bułki. Odkładam na bok.

Panierkę przygotowuję w standardowy sposób. Mąkę i jajka umieszczam w osobnych miskach, jajka roztrzepuję, dodaje pieprz i sól. Kalmary maczam na przemiennie.

Smażę zawsze na głębokim oleju, kalmary wrzucam na gorącą patelnie. Smażę dosłownie po 1,5 min na stronie, po 1,5 min potrząsam tak aby panierka zarumieniła się z każdej strony.

Po około 3, 4 minutach, wykładam je na papier kuchenny aby zebrać nadmiar tłuszczu.

Siekam w między czasie pietruszkę.

Dodaję kalmary do wnętrza bułki, ile tylko nam się zmieści! Na koniec posypuje posiekaną pietruszką.

Smaczengo!

Jeśli podoba Ci się ten przepis zapraszam po więcej! W zakładce FOOD znajdziesz prawdziwe imperium ryb, owoców morza, warzyw i nie tylko! Koniecznie polub mój profil na FACEBOOKU i na INSTAGRAMIE, tam jestem aktywna i dzielę się wszystkimi nowościami i nie tylko